Piosenka (programowo kiczowata)
Gdy chryzantemy przyszedł czas i w ogniu liści stoi las a my nie znaczy więcej nas,
przychodzą znów bezsłowne sny, gdzie tylko dotyk sam się śni, a ty w nich to już inny ty.
Wędrujesz lasem Bóg wie gdzie, a nogi same niosą cię z pewnością tam, gdzie nie ma mnie.
Za to ten inny blisko tak, że czasem miejsca na mnie brak, no i na dotyk - żywy fakt
Więc zaprogramuj, proszę, sny, w których się zmieści on i ty, dotyk i ja, na przyszłe dni.
Piosenka programowo kiczowata
czas las nas,
sny, śni, ty.
gdzie, cię mnie.
tak, brak, fakt
sny, ty, dni.
epsilon$ while read LINE; do echo \>"$LINE"; done < "elka-one"
Aaaaaaargh! ;-) (tak, wiem że programowo i w ogóle, ale jednak nie zdzierżyłem)
epsilon$ while read LINE; do echo \"$LINE"; done < "elka-one" czas las nas,
sny, śni, ty.
gdzie, cię mnie.
tak, brak, fakt
sny, ty, dni.
Aaaaaaargh! ;-) (tak, wiem że programowo i w ogóle, ale jednak nie zdzierżyłem)
-- \.\.\.\.\.\.\.\.\.\.\.\.\.\ "Criminal Lawyer" is a redundancy. .\.Kepsilon.eu.org.\.\. \.epsilon.eu.org/\.\ .\.\.\.\.\.\.\.\.\.\.\.\.\.
Toż po to napisałam ;-) To na konkurs kiczu.
o, na konkurs kiczu to ja też mam:
jest jakaś wielkość w pastylce wspomnienia jest najwyższa próba na obrączce czasu:
kiedy wzbijały się tumany kurzu i nic nie mogło powstrzymać pożogi - jakby wszystkie gwiazdy miały styczność z ziemią - był wtedy jeden, który czuł jak miliony i pozwalał by cierpień nieograniczone zasoby zlewano mu w ciało jak do wąskiego naczynia.
i miał dar widzenia: kiedy patrzył w niebo widział zastępy i chusty, całych szwadronów szare korowody. kiedy kazali wbijać wzrok w ziemię wybuchały ogniska niezgody i paliły stopy płomyki jak żmije nie znające przeszkód.
a kiedy rdzeń pocisku w sień ciała wchodził nieproszony widział nadal: kryzę krwi nie do zmycia - wprost na płaszcz ziemi zaszczepioną. i wszystkie niepomszczone groby - każdy z nich z osobna - jak dymiący ogród.