werdynkt konkursu im.Ratonia

pyt Q

lub na drodze promieni ustawiamy dwa pryzmaty zetknięte podstawami tworząc układ optyczny skupiający (a jesli połączymy je wierzchołkami, to światło się rozproszy). :-) Sorry za upierdliwość, ja tylko tak Ikselka
Toż to chyba soczewka? Takie dwa pryzmaty.
Nigdy nie byłem mocny z przedmiotów ścisłych. Starałem się tylko prostą metaforę potocznie sformułować. Jest środowisko, układ sił, warunki - i jest interpretator, który obserwuje i stara się opisać poprzez analizę, syntezę, czy jeszcze inne proste narzędzia. Zazwyczaj narusza układ, staje się jego częścią, popełnia błędy, które modyfikują to co na wyjściu.
W rezultacie, składnik(i) istnieją o tyle, o ile dają się wyodrębnić pomimo błędów (ingerencji). Wartością prymarną staje się badacz i wynik jego badania.
Czytelnik poezji nie musi się zajmować (a nawet nie powinien) tym, co złożyło się na napisanie wiersza. Poeta-soczewka (albo lustro - jak zauważył Mariusz) skupia, odbija również masę zakłóceń, które nie interesują czytelnika, dopóki nie stają się składnikiem kompozycji wyjściowej. Widoczne są tylko w całości, nie jako detale.
Czytelnik łapie się (posiadając być może potrzebę porządkowania) na tym, że próbuje przykroić obraz do własnych oczekiwań, złapać zajączka kicającego po ścianach. Bo na szczęśćie nie musi oblegać Syrakuz i przeglądać się w słońcu Archimedesa ;)
w.

odp A

krys mys
To co masz zawdzięczasz sobie. w.
a skąd. moje wiersze to lustra relacji, fascynacji, zdarzeń, komentarzy. [lista] i można tę listę ciągnąć w nieskończoność. Książka - wczoraj zmieniłam jej tytuł: Stratosferia - jest też odpryskiem zmagań ze sobą i materią języka w kontekście fascynującej osobowości i milczenia lub braku
Światło rozproszone wydobywa Rzeczy z ciemności. Niektórych człowiek kompletnie się nie spodziewa. Żeby skupić światło potrzebna jest soczewka. To naturalne, że skupiasz codzienne doświadczenia w wierszach, ale optycy są zdecydowanie przeceniani ;) (Zapewne rozdzierająca byłaby poezja istot niewidomych skupiających dotyk.)
w.

"wilczysko" napisał
w jakimś sensie to istotnie jakiś magnes poezji jeśli peel przyzna się do ślepoty, a pierwszy obraz zbaczony świadomie jest prawdziwszy, niż wyobrażenie o nim. te ciche anonimowe impulsy, które to powodują, nakładając się i sprzęgając - muzy i mozony przemian w środku, dochodzenia do siebie i głosu - oddajmy im należny honor i miejsce, wśród demonów i aniołów, nawet jeśli minęli. k.

odp A

W rezultacie, składnik(i) istnieją o tyle, o ile dają się wyodrębnić pomimo błędów (ingerencji). Wartością prymarną staje się badacz i wynik jego badania.
Czytelnik poezji nie musi się zajmować (a nawet nie powinien) tym, co złożyło się na napisanie wiersza. Poeta-soczewka (albo lustro - jak zauważył Mariusz) skupia, odbija również masę zakłóceń, które nie interesują czytelnika, dopóki nie stają się składnikiem kompozycji wyjściowej. Widoczne są tylko w całości, nie jako detale.
Czytelnik łapie się (posiadając być może potrzebę porządkowania) na tym, że próbuje przykroić obraz do własnych oczekiwań, złapać zajączka kicającego po ścianach. Bo na szczęśćie nie musi oblegać Syrakuz i przeglądać się w słońcu Archimedesa ;)
w.
"wilczysko" napisał []
i błąd wielu metafor to pominięcie etapów pośrednich, pokazanie finalnego efektu, zrozumiałego czasami wyłącznie dla twórcy, zakłócenia są tu kluczem, wytrychem i pamiętnikiem. kod dostępu zna tylko ktoś kto - jak niżej piszesz - ma zdolność interferencji, przyczynek do empatii. ale niech to! czasami i tak trzeba spisać wyjście.

odp A

W kwestii formalnej - niekoniecznie soczewka. Może być zwierciadło. "Mariusz Kruk" napisał
duch! :) pozdrawiam krys

Dodaj odpowiedź

Tytuł:

Mail: (w celu weryfikacji posta)